Tak, to czasem ja.

Może mi to kiedyś przejdzie, ale póki co mam potrzebę by pisać takie blogowe posty z życia pomiędzy tymi, które uważam za poważniejsze jak temat historii sztuki.
W sumie jedno i drugie w pewien sposób się łączy chociaż wolałabym tylko badać sztukę, to jednak od czasu do czasu zjawia się to tak zwane życie. I tak puka i stuka do niewidzialnych drzwi, jakby prosiło o uwagę, i w końcu, na życzenie zdarza się te kilka słów na jego temat. Więc jest tak, że czasem po prostu muszę coś napisać na temat rzeczy bardziej osobistych. Po prostu muszę bo to jest tak jakby zbić ciśnienie po tym jak nazbierało się za dużo emocji których w jakiś sposób można się pozbyć, a nie da się tego zrobić inaczej niż za pomocą słów.
Mogłabym coś namalować albo wyszydełkować albo ewentualnie uszyć ale nie, bo łeb pęka mi od wyrazów, które wypowiadam tutaj do tej wspaniałej technologii. Opcja „mów teraz” w moim niesamowitym telefonie pozwala mi nie pisać, a mówić, co jest cudowne. Wszystko jednak chodzi o tekst pisany, nie ważne w jaki sposób zostanie to zrobione.
W sumie wolę napisać niż wykrzyczeć albo się z kimś pokłócić, bo takie rzeczy w sumie dłużej we mnie zostają jak jakaś drzazga. I w prawdę mówiąc tego nie lubię.
Tak samo jak nie lubię ryczeć z byle powodu bo powoduje to później wstyd mnie jakiś, zażenowanie i odbiera energię. No ale w sumie ostatnio zdarzało się to raczej z powodu i to z powodu moich nie-kompetencji więc powód jest i wstyd również.
Tak to właśnie wygląda, że teraz oblewają mnie na przemian zimno-gorące poty bo nie wiem jak usunąć z pamięci te niechciane momenty, te wspomnienia, których nie da się wyszorować pod prysznicem i które przypominają się cyklicznie pod wpływem gadżetów, akcesoriów, czy ludzi.

Najgorzej kiedy odzywa się romantyczna natura, emocjonalna rozwiązłość powoduje że żadnego zachowania nie da się wyjaśnić pod względem psychologicznym, a jakiekolwiek pojęcia dotyczące jednostki sprowadzają się do „totalnej abstrakcji”.
Tak, to czasem ja.

Znowu zbyt duże tempo powoduje u mnie potrzebę odseparowania się i dezercji chociaż czasem to jest niemożliwe. Obecnie jednak mam długi weekend majówkowy (pisane wtedy), tak się złożyło że moja ósemka znowu dała o sobie znać i w końcu trzeba będzie ją eksmitować. Jednak to za jakiś czas, a już mam z tego powodu lęki. Tylko że podobno jest to zabieg powszechny tak wyczytałam w internecie więc podobno nie powinnam się tym przejmować. I chociaż bardzo chciałam żeby ta ósemka wyrosła to chyba życiowe tempo jej na to nie pozwoli.
Nie ma co się więc bawić kiedy ktoś nie chce i po prostu odwrócić się na pięcie i pójść swoją stronę.

A zaczynam znowu palić i nie chcę bo wtedy, to dopiero wtedy, na drugi dzień, mnie wszystkie wnętrzności bolą. Też tak macie?