Felieton nr 4 „Za dużo jem cukru”


– Zdecydowanie zbyt dużo jem cukru. – pomyślała zaglądając do lodówki.

Tak. Okazało się że ostatnio przytyła parę kilogramów. Przestała się mieścić w ulubione jeansy.

A do tego zewsząd dobiegały informacje o coraz to nowszych, rewolucyjnych dietach. I jeszcze, jakby nie dość było powodów, siedzący tryb życia – dom, praca, auto.


Właściwie to jakby tak się zastanowić to ciągle albo siedziała albo leżała.
I wszyscy wokół to samo, więc nawet myśleć o tym by poćwiczyć jogę jej się nie chciało. A co dopiero przebrać się w strój sportowy i wyginać ciało w te asany.

Nie miała nic do jogi, bo lubiła ją ćwiczyć jednak w obecnym stadium do którego zaprowadziło ją życie więcej miejsca było dla czegoś co jest mniej zdrowotne. Średnio (jeszcze) śmieciowe jedzenie, wino co wieczór, papierosy i ciągłe niezdecydowanie.

Czasem leżała na łóżku patrząc w sufit lub ścianę (gdy leżała na boku) i gapiła się albo w białą przestrzeń swoją głową albo w naklejkę przedstawiającą mapę.
Leżała, rozmyślając. I chociaż dobrze wiedziała, że to pewien etap jej egzystencji to już chciała podjąć działanie: napisać tą cholerną książkę czy pojechać na lotnisko, wsiąść w samolot i polecieć do ciepłych krajów.


Jednak bezsilność przejmowała ster, pozbawiając ją energii by sięgnąć po długopis czy zaplanować wycieczkę. Przecież nie mogłaby tak. Tak po prostu i bez planu.


Uczyła się więc planowania. Co również uważała że jej nie wychodzi. Bo co z tego że rozpisała sobie plany na cztery miesiące, jak z momentem zapisania, całkowicie przestała realizować cokolwiek z nich. Jakby sama sobie robiła na złość.

Nie było więc co odhaczać w kalendarzu. I pojawiał się kolejny powód do frustracji. Kolejne rozczarowanie. Frustracja plus frustracja, jakby je tak zsumować to przez poprzednie lata tyle się ich nazbierało że przyćmiły całkowicie jakiekolwiek sukcesy.