Felieton nr 3 „O pisaniu”

Nigdy nie interesowały mnie gary i gotowanie. Były to dla mnie zajęcia, które nie wnoszą nic wznioślejszego do życia. Dopóki nie zaczęłam tego robić tak całkiem dla siebie, w sensie dbania o siebie i zaopiekowania się sobą. W końcu również odkryłam to, że aspekty związane z kuchnią są elementem który łączy (nas) ludzi. I że czasem robiąc dla kogoś coś do zjedzenia ( potrawę – różnego rodzaju) sprawia to przyjemność otrzymującemu i ofiarującemu ją.

Być może awersja do tematyki kulinarnej wzięła się stąd, że nigdy nie byłam dopuszczana do gotowania. I chociaż myślałam sobie, że fajnie byłoby się tego nauczyć to w domu rodzinnym nie było takiej możliwości, gdyż było tam kilka kucharek. Które rzecz jasna – gotowały najlepiej.

Jednak kucharką nigdy zostać nie chciałam.

Za to…namiętnie i przeogromnie chciałam zostać pisarką.

I nawet jeśli zrozumiałam już jako dorosła osoba, że trudno zostać pisarką w otoczeniu w którym stopień rozmawiania ze sobą u domowników jest nikły, to nadal obraz mnie jako pisarki tkwił w moim umyśle.

Jednakże brak jakiejkolwiek zachęty w tym kierunku nadrabiałam czytaniem. Czytanie dawało mi namiastkę myśli o tym że kiedyś też tak będę potrafiła napisać.

I chociaż przez pewnie okres w moim życiu czytanie zeszło na dalszy plan to nadal pomysł o pisaniu miałam zakotwiczony w głowie.

Książki to ja zawsze widziałam. Widziała je jako symbol swojego marzenia i coś jednocześnie nieosiągalnego. Dlatego, że, miedzy innymi miałam jednocześnie w swojej głowie pytanie: „Co ja wartościowego mogę napisać w tej swojej książce, co przydałoby się ludzkości, albo chociaż jednostkom które ją będą czytały?” I odpowiedź, która następowała natychmiastowo, brzmiała: „Nic.”

I chociaż nie chciałam wierzyć tej odpowiedzi, to jednocześnie się z nią zgadzałam. Obecnie wiem, że niepotrzebnie. I że sama siebie ograniczałam poprzez zgadzanie się na coś co nie było spójne z moim zamierzeniem, które jednocześnie było dziecięcym marzeniem – marzeniem dziecka o byciu kimś ważnym. Bo tak właśnie widziałam osobę „pisarza” – jako osobę która poprzez słowa potrafi zmienić czyjeś postrzeganie rzeczywistości, albo nawet świat.

Tylko, że jako niedojrzała jednostka, rozmarzona i idealizująca ten temat, nie zauważałam że nawet „nie pisząc”, a mówiąc cokolwiek mam wpływ na to co dzieje się wokół mnie. Czasem nawet, a może przede wszystkim, w równym znaczeniu, kiedy nie mówię nic, a po prostu jestem. Jestem i zachowuję się w pewien sposób. Kiedy sobie to uświadomiłam, to musze powiedzieć, że zbladłam. Popadłam w depresję. Deprechę totalną, która prosiła mnie o czas w samotności, by zrozumieć swoje grzechy z niewłaściwego postępowania i w rezultacie odechciewało mi się gdziekolwiek pokazywać, w jakiejkolwiek formie.

Chciałam o tym napisać, ale nie wiedziałam jak… „W jaki sposób napisać to o co mi chodzi, kiedy tak wiele jest języków przedstawienia myśli, chociaż mówi się tylko w jednym języku, języku polskim?” I następne się szykowało: „Jakim językiem chciałabym przedstawić to co mam na myśli?”

Tak, te pytania ciągle krążą w mojej głowie.

Pisanie nadal siedzi mi w głowie i wychodzi od czasu do czasu na papier.

A gotowanie polubiłam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s