Felieton nr 2 „Rozważania kobiety monstrum”

Spotyka kobieta mężczyznę i zdarza się tak, że z każdym spojrzeniem do niego tęskni. Jest to może wyolbrzymienie, kiedy jest osobą nazbyt kochliwą i kochliwą w taki sposób, że jeśli się już zakocha, to potrafi kilka lat tkwić w tego rodzaju podchmieleniu.

Czy jest to kobieta lekkich obyczajów? Oh, nie, skądże! Jest to raczej kobieta, która naprawdę się zakochuje, lecz nie potrafi tego przekazać we właściwy sposób albo jej uczucie skierowane jest do mężczyzny, który chce za wszelką cenę być tym jedynym i niepowtarzalnym w jej oczach i do tego pragnie ciągłego zapewniania, że tak właśnie jest, właściwie tak.

Myśli sobie więc:

Gdybym tak zdobyła się na to by wejść w skórę mężczyzny i stać się dżentelmenem, to zaprosiłabym cię na kawę. Jednak od pewnego czasu zdecydowałam, że nie zamierzam tego robić, by nie powtarzać przeszłych zdarzeń. Ponieważ chciałabym być w końcu kobietą. Czuć się jak kobieta i być w ten sposób traktowana. Malowanie paznokci to nie jest droga do tego stanu, ani nakładanie makijażu czy te inne kobiece czynności.

Bycie kobietą to stan umysłu.

Wcześniej byłoby tak:

– „Hej. Umówisz się ze mną na kawę? – zapytała.

A on zdębiały, powiedziałby, że nie.

– „Nie dziękuję, doceniam twoje zaangażowanie, lecz mam żonę.” – odparł.

Chociaż tak naprawdę wcale żony nie ma.

To byłby raczej afront z jego strony, próba ucieczki przed potencjalnie napaloną samicą.

Bo w sumie to o czym mieliby rozmawiać ze sobą?

Zaprzyjaźnić się jakoś, chociaż ma multum przyjaciół w kieszeni?

I tak w ogóle to po co?

Dlatego, więc, rezygnuję z podejmowania prób bycia testosteronowym kobiecym monstrum i czekam z elegancją na takt mężczyzny do którego, kiedy nie widzi, wzdycham z utęsknieniem.

Siedzę teraz, a obok mój nieodłączny kompan czyli kot. Właściwie to kompanka bo to jest kotka. Pytam się jej:

– Co myślisz, moja droga, o tym pięknym mężczyźnie o którym opowiadam ci nieustannie od kilku miesięcy?

– Mruuu, mruuuu, mru mruuu. – odpowiada kot.

Próbuję wziąć jej mruczenie pod interpretację. Raczej ze strony kobiecej, bo przecież jest ona rodzaju żeńskiego, tak jak i ja. Więc głowię się i próbuję pytać ponownie:

– Czy myślisz, że to mogłoby być czymś w rodzaju głębszej relacji, kocie?

Słyszę w odpowiedzi:

– Mru, mruu, mruu, mruuuu…

Tym razem próbuję się wsłuchać w dźwięk jej wypowiedzi – kociego mruczenia – chyba wyrażającego zadowolenie. Tylko, że nie wiem czy to jest zadowolenie z mojej obecności czy z powodu mojego zakochania w tym mężczyźnie.

Jestem w rozterce. Interpretuję dalej.

– Kto mi lepiej doradzi, niż kot? – pytam.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s