Felieton nr 1 „Na drugą nogę.”

„Bez ciebie byłabym nikim” – pomyślała i włożyła płytę do adaptera. Nie było to wcale przychylne zdanie. Wręcz przeciwnie. Myślała je z wściekłością. Bo teraz wygląda na to że on się totalnie wybielił i pozostał bez żadnej winy. A ona? Na nią wszystko spadło. Była wściekła. Była jednocześnie szczęśliwa, że więcej go nie będzie przy jej boku. Bo w towarzystwie jego przyjaciół miała ochotę wykrzyczeć biblijny wers i nawet nie ten jeden który brzmiał „Kto jest bez winy, niechaj pierwszy rzuci kamieniem”, a rzucał tam każdy, tylko nie trafiał, bo na szczęście robili to za plecami, aż w końcu się ten nasz piękny, wyśniony, sprawiający że wszystko stoi w miejscu związek, w końcu rozwiązał. „I dobrze” – pomyślała. „Właściwie to długo chciałam to zakończyć, ale jak głupia nie wiedziałam w jaki sposób. Bałam się go zranić, więc raniłam siebie. Myślałam, że tak bardzo mnie potrzebuje, że nawet byle jaka jestem dla niego odpowiednia. Myliłam się, tak naprawdę, byłam dla niego ciężarem. I taki jest fakt. Już nigdy więcej. Nigdy. Nigdy nie będę patrzeć przez pryzmat nie swoich uczuć i emocji. Nigdy…”

Wszystko zapowiadało się być pięknie, a nawet zdawało się że ich wspólna połączona wyobraźnia przyniesie coś super kreatywnego. Upatrzyła go sobie i sama nie wiedziała dlaczego. Wszystko potoczyło się bardzo szybko, tak szybko że po kilku dniach zaczęli się spotykać. I tak od słowa do słowa i od czynu do czynu, zostali parą.
Wszystko zdawało się toczyć w sposób jakby czas był pijany i przy okazji upijał ich dwoje swoim mijaniem. Nie mięli nic przeciwko, bo przecież było przyjemnie i miło. Tyle wrażeń i tyle planów. I oni tacy szczęśliwi, sami, we dwoje.

Po kilku latach zwykł mawiać „Kto by cię chciał jak nie ja”. Pewnie zawsze będzie pamiętała to zdanie. To jest to jedno które pamięta, że należało do jego ust. A nie należące do niego również pamięta. Nie wiedzieć dlaczego, odtwarzają się w jej głowie, tego rodzaju zdania, jak mantra w najmniej odpowiednim momencie czego efektem jest jej uleganie i poczucie, że jest beznadziejną osobą, w następnej kolejności. Jednak są to takie chwile i pory dnia czy jej życia, że nie ma siły wtedy walczyć i staje się potulna jak baranek i bez sprzeciwu się zgadza, czekając na moment by móc jak najszybciej się ulotnić.

„Nie ma ciebie już przy mnie i bardzo się cieszę z tego powodu, mam szansę na to by dokonywać innych niż dotychczas wyborów w kolejnych związkach” – tym razem powiedziała na głos.
Od kilku lat próbowała się uporać z uczuciem które nadal nie znikało, bo pomimo że trwało to długo, była jak zaklęta, jakby on był tym jedynym i na zawsze, jakby nie potrafiła się z nim rozstać do tej pory. A jemu już po chwili od rozstania zostało ułożone życie podług wskazówek i żyć przyjaciół i rodziny, którym ona próbowała go odebrać.

Pojechali więc do Anglii, a tam wydawało się wszystko być na opak, a z chwili na chwilę wcale nie zamierzało wrócić do dawnej percepcji tych dwojga. Nie dość, że jeździ się tu tą drugą stroną ulicy, to automatycznie podobnie też chodzi. Mówi się do wszystkich jakby bezpłciowo i tak tu luźno i beztrosko, że całkowicie można się pogubić.
I ona właśnie się pogubiła pewnego dnia, kiedy zrozumiała, że gdy jego nie ma obok niej czuje się totalnie jakby wyzbyta wszelkich tych wzniosłych i wspaniałych emocji, które kierują ją na tory by być przyjazną i sympatyczną dla ludzi których spotyka.
On miał jakąś taką energię przyciągającą przyjaciół, że chyba mu zazdrościła. I jak z taką kobiecą zazdrością być w związku z mężczyzną i jeszcze mówić wszem i wobec, że jest jej przyjacielem, a nawet że go kocha.
„Co to w ogóle znaczy?” – pyta siebie obecnie po omacku dotykając swojej twarzy podczas tej medytacji, która rzekomo miałaby jej dać odpowiedź na to skomplikowane pytanie.
„Pamiętaj, to co ci się wydaje, nie jest tym co myślisz. To co ci się wydaje być miłością, wcale nią nie jest. To tak jakbyś stan po kawie lub po winie nazwała miłością.” – kolejne myśli się nasuwały podczas tego posiedzenia. Wydawało się, że medytacja idzie w kierunku odpowiedzi, aż nagle wszystko się urwało, a ona nie mogła usiedzieć w tym siadzie po turecku.
„Cholera! Wszystko diabli wzięli! Po co ten tekst o kawie i winie? Co to ma do rzeczy? Co to ma do miłości??” – powiedziała pod nosem. „No nic, wstaję, i tak o dupę rozbić to całe dzisiejsze posiedzenie!” – dodała.

Zebrała się i wstała. Przecież za chwile miał przyjść z pracy, a ona ani obiadu nie ugotowała, nic tylko siedzi i medytuje albo ćwiczy tą jogę, co by jego matka powiedziała.
Dobra. Koniec tego dobrego, postanowiła, że zrobi pizzę z ananasem i szynką, nawet nie wiedziała czy taką lubi, bo jemu to wszystko smakowało, takie przynajmniej sprawiał wrażenie. A nawet gdyby tak podyskutować o kwestii istnienia ananasa w tej pizzy i dlaczego to profanacja według Włochów i że jeszcze to wymyślili Amerykanie, to już nie ma mowy… To może byłby wtedy komplement dla niej i potrawy którą przyrządziła.

Zginając prawe kolano, ciężar jej ciała wsparł się na drugą nogę. Wzięła więc kulkę drożdżowego ciasta do ręki i zaczęła je wyrabiać. Nie myśląc już o niczym, czekała na swojego wybranka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s