Wycieczka do setymentalnie widzianego miasta

Wybrałam się dziś pociągiem do Bielska – Białej, po to przede wszystkim żeby kupić upominek na chrzest, a poza tym pospacerować po mieście w którym spędziłam kilka lat życia. Jak się człowiek gdzieś wybiera, co ma zaplanowane to, mam wrażenie, że kosztuje to więcej przygotowań zarówno wewnętrznych jak i zewnętrznych. Chodzi mi o to, że jakby odswietnie byłam zmuszona by skupić się bardziej na wyglądzie, bo przecież to miasto, więc kilkanaście minut rozwazalam czy wyjść w bluzce odrobinę obranej z kociej sierści, a rolki nie mogłam znaleźć. Czas mi zajęło również zastanawianie się nad tym co robić w pociągu, bo to w sumie ponad godzina, a ja nie lubię marnować takich chwil, więc zdecydowałam że wezmę szydełko, włóczki i skończę różowego misia. Wyszłam z domu oczywiście za wcześnie, jednak za to miałam czas na stacji by szydełkować, tylko szkoda że nie było ławki, na której mogłabym usiąść.

Pociąg przyjechał, wsiadam, kupiłam bilet w jedną stronę, przez chwilę wspomnienia zaczęły wracać z czasów kiedy jeździłam z koleżankami do szkoły, za chwilę zaczęłam ponownie robić na szydełku. Także, nogi misia skończone, uszka zaczęłam robić czekając na pociąg z Czechowic do Bielska. Pociąg do Bielska szybko dojechał do stacji, Intercity chyba. Wysiadam i nie mogłam się zdecydować gdzie pójść najpierw, czy na spacer czy na zakupy, wybrałam spacer po chwili namysłu. Poszłam więc w stronę Galerii BWA, następnie przez plac Chrobrego, na mury zamkowe, gdzie zrobiłam ujęcie Teatru, następnie obfotografowałam tablice informacyjne o Zamku Sulkowskich i poszłam dalej. Kilka skarbów po drodze także udało mi się zatrzymać w kadrze. Kierowała się w stronę Reksia znajdującego się przy deptaku na ulicy 11go listopada, a teraz uświadomiłam sobie ze nie zrobiłam zdjęcia Bolkowi i Lolkowi, których figury usytuowane są obok Galerii Sfera II. No cóż, innym razem. To pewnie ten szał zakupów, który ogarnął mnie gdy weszłam do centrum handlowego. Tam oczywiście Empik. Kupiłam audiobook O. Tokarczuk „Bieguni”, a następnie udslam się do Smyka po prezent dla małego solenizanta. Spędziłam tam około godziny, bo przecież doświadczenia z dziećmi zero, dobrze że zapamiętałem że mu ząbek urósł, więc skojarzenie nasunęła mi gryzak. Oczywiście miś – przytulak – kocyk, książeczka o zwierzakach i kartka okazjonalna.

Zakupy zrobione, więc postanowiłam że coś smacznego mi się za ten wysiłek należy. Kupiłam świeżo wyciskany sok marchewkowy przy jednym stoisku, spacerując dalej, po centrum handlowym, mój wzrok przykuly ciastka czekoladowe i owsiane, wybrałam jednak salatkę: z kurczakiem, makaronem w kształcie kulek, marchewką, ogórkiem, sałatą, sokiem z limonki i przyprawami.

Czas jechać do domu, pokierowalam się więc w stronę stacji rozmyśla jąć o pysznej sałatę, która zaraz miałam zamiar zjeść, zakupie biletu, dokończeniu różowego misia, a także pisaniu. Można powiedzieć że o wielu rzeczach myśli się przewijały. Drogę powrotną więc spędziłam na podsluchiwaniu jednej pani, która starała się przekonać swojego znajomego do zastanowienia się nad swoim związkiem, a następnie szydełkowaniu łapek misia i obfotografowaniu go. Rozmieniłam 5 zł konduktorce w pociągu, a następnie zajmowałam się dalej maskotką.

Wysiadlam z pociągu i spacerem szłam wzdłuż lasu w kierunku domu, wdychajac powietrze przefiltrowane przez gałęzie drzew, a z drugiej strony zanieczyszczone pociągami towarowymi, przejezdzajacymi co raz.

Dotarlam do domu, a tu nadal wszystko tak jak było wcześniej. I dobrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s